Komentowanie serio nie gryzie, a mnie bardzo motywuje! Komentujcie.
------------------
Naruto już dawno nie czuł się tak źle. Minęło kilka lat od Trzeciej Wielkiej Wojny Shinobi i od tamtego czasu nie czuł nic, no może prócz bólu i żalu, jednak tłumił to w sobie. Z łatwością zdał test na chuunina, potem jounina. Rok temu został kapitanem w jednostce ANBU. Ale wcale go to nie cieszyło. W wojnie wielu przyjaciół i shinobi, widział za dużo umierających, otarł się o śmierć. Życie straciło sens. Nawet kiedy chcieli by został Hokage, on nawet się nie uśmiechnął, w jego oczach nie zabłysł płomyk. On po prostu powiedział, że nie jest wystarczająco dobry i poszedł dalej.
Kiedy Sakura zaczęła chodzić z Sasuke uśmiechnął się z ironią i poklepał przyjaciela po plecach gratulując mu. Teraz, a raczej za kilka dni miał obchodzić swoje 17 urodziny. Modlił się by wszyscy o tym zapomnieli, lecz miał pecha. Mieszkańcy całej wioski chcieli zrobić coś niezwykłego na jego cześć, nic w tym dziwnego, przy najmniej dla nich, w końcu uratował świat, a poza tym bardzo wyprzystojniał. Przestał nosić pomarańczowy dres i zastąpił go czarnymi spodnimi, białą bluzką i granatową bluzą.
Kiedy Sakura zaczęła chodzić z Sasuke uśmiechnął się z ironią i poklepał przyjaciela po plecach gratulując mu. Teraz, a raczej za kilka dni miał obchodzić swoje 17 urodziny. Modlił się by wszyscy o tym zapomnieli, lecz miał pecha. Mieszkańcy całej wioski chcieli zrobić coś niezwykłego na jego cześć, nic w tym dziwnego, przy najmniej dla nich, w końcu uratował świat, a poza tym bardzo wyprzystojniał. Przestał nosić pomarańczowy dres i zastąpił go czarnymi spodnimi, białą bluzką i granatową bluzą.
Jego szczęka była kwadratowa, włosy trochę urosły, a lisie wąsy zniknęły, chociaż nikt nie wie jak. Uroku dodawały mu jeszcze te oczy, koloru nieba, kiedyś ciągle wesołe, jednak teraz spokojne, widać w nich było inteligencje oraz spryt. Nie był już tym samym dzieciakiem, który kiedyś biegał i malował co popadnie. Wyrósł, nabrał mięśni, tak że teraz widać było wyraźnie ich zarys pod koszulką.
--------------------
Uzumaki szedł właśnie ulicą pogrążony w myślach, kiedy nagle poczuł, że coś na niego wpadło. A raczej ktoś, a dokładniej dziewczyna. Naruto od razu ją rozpoznał, była to jedna z jego namolnych fanek. Ostatnio zaczynał rozumieć Sasuke, który zawsze traktował te dziewczyny jak powietrze, były nie do zniesienia.
- Och, Naruto-kun, przepraszam, nie patrzyłam przed siebie - powiedziała dziewczyna, nadal do niego przyczepiona.
- Nie, nic się nie stało, to była moja wina - odpowiedział, w myślach błagając, by sobie poszła.
- Naruto-kun?
- Tak?
- Bo tak sobie pomyślałam, że może moglibyśmy razem wyjść dzisiaj coś zjeść. Co Ty na to?
- Dzisiaj? Nie, nie mogę. Mam ważną misję - chłopak nie skłamał mówiąc o misji jednocześnie próbując delikatnie odsunąć namolną dziewczynę od swojego torsu.
- Ech! A może jutro? Lub pojutrze? Przyjdę do Ciebie.
- Nie, nie będzie mnie przez kilka dni. Słuchaj odezwę się kiedy będę mógł - Był coraz bardziej zdesperowany, wiec nawet nie wiedział, że prawie wydał na siebie wyrok. Dziewczyna tylko pokiwała głową. Nie tracąc ani chwili Namikaze oddalił się z miejsca zdarzenia, po czym złożył pieczęcie i pojawił się przed swoją rezydencją.
Dostał ją w spadku po rodzicach. Była położona przy granicach Konohy. Z trzech stron otaczał ją wspaniały las, który Naruto od razu pokochał, tak samo jak jego nowy dom.
Przed willą zadbany ogród, a za nią, jak z zadowoleniem stwierdził dziedzic, pole treningowe, po części w środku domu, oraz na zewnątrz. Miał tam wiele rodzai broni, rzucanej, mieczy, wybuchowych kartek. Dom miał parter, piętro plus strych i piwnicę. Na parterze umiejscowiono przestronną kuchnię, która przechodziła na jadalnie i salon. Na piętrze znajdowały się trzy pokoje sypialniane, z osobnymi łazienkami oraz wielka biblioteka, zawierająca zarówno książki, jak i zwoje z technikami. Był jeszcze gabinet jego ojca, w którym spędzał dużo czasu. Siedząc w skórzanym fotelu prawie czuł jego obecność. Znalazł mnóstwo zdjęć. Samych rodziców, albo z kimś. Był tam Trzeci, Ero-senin, Kakashi, rodzina Sasuke.
-----------------
--------------------
Uzumaki szedł właśnie ulicą pogrążony w myślach, kiedy nagle poczuł, że coś na niego wpadło. A raczej ktoś, a dokładniej dziewczyna. Naruto od razu ją rozpoznał, była to jedna z jego namolnych fanek. Ostatnio zaczynał rozumieć Sasuke, który zawsze traktował te dziewczyny jak powietrze, były nie do zniesienia.
- Och, Naruto-kun, przepraszam, nie patrzyłam przed siebie - powiedziała dziewczyna, nadal do niego przyczepiona.
- Nie, nic się nie stało, to była moja wina - odpowiedział, w myślach błagając, by sobie poszła.
- Naruto-kun?
- Tak?
- Bo tak sobie pomyślałam, że może moglibyśmy razem wyjść dzisiaj coś zjeść. Co Ty na to?
- Dzisiaj? Nie, nie mogę. Mam ważną misję - chłopak nie skłamał mówiąc o misji jednocześnie próbując delikatnie odsunąć namolną dziewczynę od swojego torsu.
- Ech! A może jutro? Lub pojutrze? Przyjdę do Ciebie.
- Nie, nie będzie mnie przez kilka dni. Słuchaj odezwę się kiedy będę mógł - Był coraz bardziej zdesperowany, wiec nawet nie wiedział, że prawie wydał na siebie wyrok. Dziewczyna tylko pokiwała głową. Nie tracąc ani chwili Namikaze oddalił się z miejsca zdarzenia, po czym złożył pieczęcie i pojawił się przed swoją rezydencją.
Dostał ją w spadku po rodzicach. Była położona przy granicach Konohy. Z trzech stron otaczał ją wspaniały las, który Naruto od razu pokochał, tak samo jak jego nowy dom.
Przed willą zadbany ogród, a za nią, jak z zadowoleniem stwierdził dziedzic, pole treningowe, po części w środku domu, oraz na zewnątrz. Miał tam wiele rodzai broni, rzucanej, mieczy, wybuchowych kartek. Dom miał parter, piętro plus strych i piwnicę. Na parterze umiejscowiono przestronną kuchnię, która przechodziła na jadalnie i salon. Na piętrze znajdowały się trzy pokoje sypialniane, z osobnymi łazienkami oraz wielka biblioteka, zawierająca zarówno książki, jak i zwoje z technikami. Był jeszcze gabinet jego ojca, w którym spędzał dużo czasu. Siedząc w skórzanym fotelu prawie czuł jego obecność. Znalazł mnóstwo zdjęć. Samych rodziców, albo z kimś. Był tam Trzeci, Ero-senin, Kakashi, rodzina Sasuke.
-----------------
Blondyn przeszedł do kuchni, gdzie usiadł przy stole, myślał nad jedną techniką, którą znalazł w gabinecie ojca. Była to technika przenosząca, która przenosiła ninja nawet o kilkanaście kilometrów dalej. Już prawie ją opanował, musiał zaczekać jeszcze tylko kilka dni, by to wypróbować.
Wstał od stołu i poszedł na górę przebrać się w strój ANBU, odkrył tatuaż i założył maskę, która przypominała wściekłego lisa, po czym wyskoczył przez okno i udał się do gabinetu Tsunade. Tam czekała już na niego drużyna.
- Zadanie jest proste, ale mogą być kłopoty. Musicie udać się do jednej z byłych kryjówek Orochimaru. Nie wiadomo co tam się kryje, więc bądźcie ostrożni - Piąta od razu przeszła do konkretów
- Co z ludźmi? - spytał shinobi z maską Żaby
- Pojmać, najlepiej żywych. - Wiedzieli, że to koniec rozmowy, więc szybko zniknęli w obłokach dymu.
Pojawili się już za bramą Konohy, po czym szybko ruszyli w drogę.
Pojawili się już za bramą Konohy, po czym szybko ruszyli w drogę.
----------------------
Przez godzinę przeskakiwali w ciszy z drzewa na drzewo, kiedy nagle ANBU z maską Kota zatrzymał się i zaczął węszyć. Cała drużyna natychmiast także przystanęła, a Naruto bezszelestnie zbliżył się do niego.
- Jak daleko? - Spytał prawie bezgłośnie
- Dwie minuty stąd, na zachód. Nie wyczuwam nikogo. - Padła odpowiedź, chłopak skinął głową, co oznaczało, że ruszają dalej. Każdy zachowywał się cicho, w dłoni trzymając broń.
Po niedługim czasie wylądowali na niewielkiej polanie, na środku której stało wielkie drzewo. Prawie wszyscy wyczuwali jakąś silną techniką rzuconą na to miejsce, a w szczególności drzewo.
Naruto złożył pieczęć i krzyknął "Uwolnienie!", musiał włożyć w to dużo czakry, jednak Kurama użyczył mu swojej, wiec nie czuł się zmęczony.
W chwili, kiedy iluzja została zdjęta, oczom ninja ukazała się wielka dziura w drzewie, która ciągnęła się jeszcze daleko w głąb ziemi.
Ostrożnie weszli do środka. Uderzył w nich odór gnijących ciał. Niebieskooki skrzywił się pod maską. Znał ten zapach. Gdy spotkał pierwszy raz Sasuke w kryjówce Orochimaru, unosił się tam dokładnie taki sam zapach.
Kazał połowie ludzi rozproszyć się i przeszukać pomieszczenia, które ciągnęły się po obu stronach korytarza. Sam szedł przed siebie, aż nie doszedł do ostatniej sali. Znajdowało się tam laboratorium. Wszędzie stały fiolki, stoły, narzędzia do pracy, akwaria wielkości ludzi, gdzie przetrzymywane były obiekty eksperymentów.
Wszędzie było cicho, nie licząc szumiących urządzeń. Uzumaki rozglądając się po pomieszczeniu zauważył kilka ciał. Podszedł do nich. To byli ludzie, chociaż po tym co zrobił im były Sannin, już nie można było ich tak nazywać. Jedno z nich miało łuski, zamiast nóg ręce, a oczy, otwarte w chwili śmierci były przepełnione bólem i strachem. Nie miało ust. Drugie przypominało grzyba, na całym ciele żyły i jakby zgniła skóra, nogi
Wszędzie było cicho, nie licząc szumiących urządzeń. Uzumaki rozglądając się po pomieszczeniu zauważył kilka ciał. Podszedł do nich. To byli ludzie, chociaż po tym co zrobił im były Sannin, już nie można było ich tak nazywać. Jedno z nich miało łuski, zamiast nóg ręce, a oczy, otwarte w chwili śmierci były przepełnione bólem i strachem. Nie miało ust. Drugie przypominało grzyba, na całym ciele żyły i jakby zgniła skóra, nogi
zrosły się w jedną. Potem były inne. Dłoń z paznokciami na całych palcach. Trzy języki. Twarz w twarzy. Zielona skóra. Ciało bez skóry.
Odwrócił wzrok dopiero po zobaczeniu tego wszystkiego.
Wyszedł z pokoju. Obok niego zjawili się shinobi, po usłyszeniu, że nic nie znaleźli, kazał zabrać nieżywe ciała i wracać.
Podróż do wioski przebiegła bez przeszkód.
-----------------------
Minęły trzy dni, podczas których Naruto ćwiczył, uciekał, wykonywał misje, odpędzał się od namolnych fanek, jadł i czasami sypiał.
To dzisiaj był ten dzień. Dzień na który wszyscy czekali, no może prócz jednej osoby. Blondyn całkowicie nie rozumiał, dlaczego na jego urodziny miała przyjść cała wioska. Chciał je spędzić w samotności, ale Sakura kazała mu włożyć yukatę i o 17 przyjść na plac.
Od rana trwały przygotowania do uroczystości. Ludzie stroili siebie i domy. Wszędzie unosił się zapach różnych potraw. Muzycy grali od rana, a dzieci śmiały się i bawiły na ulicach Konohy radośniej niż zawsze.
O 16:30 Naruto wyszedł z łazienki w rezydencji i przeszedł do swojego pokoju, gdzie na łóżku leżał już strój. Chłopak musiał przyznać, że kiedy go na siebie założył prezentował się bardzo elegancko i przystojnie. Równo z wybiciem 17 Namikaze był na placu. Otworzył oczy w szoku. Wiedział, że mieszkańcy wymyślą coś dziwnego, ale to, nawet jego zaskoczyło.
W całej wiosce słuchać było odświętną muzykę. Ludzie bawili się, tańczyli, śmiali. Otwarto stragany. To przypominało bardziej festyn. Był nawet połykacz ognia.
Jak na rozkaz wszyscy odwrócili się w stronę niebieskookiego, który rozpaczliwie mocno zapragnął znaleźć się tysiące kilometrów stąd. Nie udało mu się to jednak, ponieważ został od razu pociągnięty w tłum tańczących.
Każda kobieta chciała go dotknąć. Każdy mężczyzna chciał porozmawiać. Po kilku godzinach był tak przytłoczony, że jego wymówką była toaleta. Odszedł od centrum wioski i usiadł w parku na ławce. Tam było tak cicho. Kilka chwil rozkoszował się tą ciszą, którą niestety przerwał pisk. To jedna z jego fanek, które już od godziny starały się go dopaść samego.
Naru myślał, że dziewczyna podbiegnie do niego, przytuli i odejdzie, ale się mylił. Nie podbiegła do niego, tylko zaczęła nawoływać pozostałe dziewczyny.
Jubilat poczuł się osaczony. Wisiało nad nim co najmniej piętnaście dziewczyn w różnym wieku. Patrzyły na niego z uwielbienie. Kiedy zaczęły go dotykać zrozumiał, że sprawy zaczynają się wymykać spod kontroli. Został przyparty do muru. Musiał użyć TEJ techniki, nie było innego wyjścia.
Naru myślał, że dziewczyna podbiegnie do niego, przytuli i odejdzie, ale się mylił. Nie podbiegła do niego, tylko zaczęła nawoływać pozostałe dziewczyny.
Jubilat poczuł się osaczony. Wisiało nad nim co najmniej piętnaście dziewczyn w różnym wieku. Patrzyły na niego z uwielbienie. Kiedy zaczęły go dotykać zrozumiał, że sprawy zaczynają się wymykać spod kontroli. Został przyparty do muru. Musiał użyć TEJ techniki, nie było innego wyjścia.
Szybko zaczął składać pieczęcie.
- Boskie przeniesienie! - krzyknął... I po chwili już go nie było. Dziewczęta przez jeszcze dwie godziny próbowały go znaleźć, lecz on jakby zapadł się pod ziemię.
Sam obiekt zainteresowań ocknął się jakimś ciemnym pomieszczeniu. Leżał na zimnej posadzce, nie wiedząc gdzie się znajduje. Jego rozmyślania przerwał odgłos kroków.
C.D.N
4 komentarze:
Co prawda trochę nie moja tematyka, bo połowy z tego co tu piszesz nie bardzo rozumiem xD.. ale jakoś da się połapać :).
Jak na razie wszystko rozwija się powoli, więc w sumie nie mam się do czego przyczepiać, zobaczymy co będzie dalej. Ehh, jak mnie wkurzają takie namolne laski, zarówno w filmach jak i podczas czytania.
Jedyne co bym zmieniła, to może wygląd. Nie jest zły, ale może wstawisz jakiś szablon, który bardziej przyciągałby czytelników? ;)
Życzę weny i wytrwałości w pisaniu. I nie poddawaj się na starcie, ja na początku musiałam bardzo się starać żeby mieć dużo komentarzy i czytelników :).
Zapraszam do mnie na 5 rozdział. Zmieniłam też wygląd bloga i chciałabym żebyś szczerze napisała co o nim sądzisz ;).
Pozdrawiam.
~ Thalia ~
Dziękuję za komentarz. Postaram się zmienić coś w wyglądzie.
No cóż chyba każdego wkurzają, no może prócz pustych gwiazd i mężczyzn. Ja zawsze mam ochotę wejść do opowiadania i walnąć taką jedną i drugą po twarzy, ale ciii. :) Już zaglądam na bloga, czytam i komentuję.
Scara
Co do twojego pytania czy byłam na Kosogłosie - owszem byłam :). Oczywiście też zdaję sobie sprawę, że w książce jest zupełnie inaczej i pominęli dużo fajnych wątków. Najbardziej jednak żałuję, że nie pokazali jak naprawdę została zekranizowana ta "rozmowa" między Katniss a Peetą (między Kapitolem a Dystryktem 13), z tymi różnymi urywkami ze scen jak ją kręcili na tle zbombardowanego szpitala. Tam, gdzie Peeta stworzył aluzje do tego, że mogą zaatakować Trzynastkę. W filmie to trochę poprzekręcali... a szkoda, bo to była jedna z tych fajniejszych. ;)
Lecz mimo wszystko, film jest również świetny, powiedziałabym że nawet bardzo. Uwagę przyciągają te różne efekty, np. kiedy była ewakuacja i wszyscy schodzili na niższe poziomy. Coś niesamowitego. Ogólnie wszystko to wywołuje ogromne emocje podczas oglądania, dlatego stwierdzam, że wyreżyserowanie Kosogłosa zdecydowanie im się udało :). W przeciwieństwie do pierwszej części, w której kamera latała we wszystkie strony i nie dało się nic obejrzeć.
Noo... chciałaś mojej opini na ten temat to ją dostałaś :D. A tak na marginesie, to wielkie dzięki za Twój komentarz :3. Był chyba najobszerniejszy ze wszystkich i to co napisałaś straaaasznie mnie ucieszyło i zmotywowało ;).
Myślałaś może nad dodaniem gadżetu "Obserwuj" ? Dodaj coś takiego na swojego bloga, to może byśmy się nawzajem obserwowały :)
Fajnie piszesz :) Tylko gdzie Naru się przeniósł? Czekam na next.
Prześlij komentarz