sobota, 7 lutego 2015

Anioł - NaruHina

Staliśmy nad przepaścią. On, mój cierpiący anioł. I ja dziewczyna ze złamanym sercem.
Oboje skrzywdzeni, przez osoby, którym ufaliśmy.
Nie zauważył mnie, kiedy za nim szłam. Teraz byliśmy w miejscu końca. Stałam sparaliżowana, nie potrafiłam wydobyć żadnego dźwięku z zaciśniętego gardła.

Zamknięte oczy, skrywające tęczówki jak niebo, blond włosy potargane przez wiatr, oraz zeschnięte łzy na policzkach dopełniały ten smutny widok.

W ręce, naznaczonej niezliczoną ilością blizn, zazwyczaj chowanych pod bandażami, trzymał białą lilię. Płatki obryzgane krwią, ostatkami sił trzymały się łodygi.

Był ubrany w białe lniane spodnie. Nic nie zasłaniało jego pleców, na których widać było wiele siniaków, blizn i ran. Niektóre świeże, inne mogły mieć nawet kilkanaście lat. Jedne głębokie lub płytkie.



Widok był makabryczny, jednak ja widziałam je już kilka razy. Anioł nie chciał mi ich pokazać, lecz ja, kiedy spał, widziałam.

Podniósł różę do twarzy, a w kąciku oka uformowała się jedna idealna, błękitna łza, która powoli spływała po policzku.W samotności rozpoczął swoją ostatnią podróż. Wtedy się ocknęłam.
- Naruto - Szepnęłam cicho. Odwrócił się w moją stronę i smutno uśmiechnął.
- Hinata.
- Dlaczego? Dlaczego chcesz mnie zostawić? - W oczach zaczęły tworzyć się łzy - Przecież ja Cię kocham! 
- Moje serce. Ja Ciebie też.
- W takim razie dlaczego? 
- Właśnie przez to. - Popatrzył mi w oczy. Te źrenice prześwietlały mnie na wylot. Wiedziały o mnie tak wiele. Nie mogłam mu pozwolić, by znikł z mego życia. Może to było samolubne. Pewnie tak było, lecz on był jedynym, który mnie rozumiał. Zawsze wiedział co powiedzieć, by mnie rozweselić. Tylko przy nim czułam się jakbym żyła - Pomyśl, co by było gdyby ludzie się dowiedzieli z kim się zadajesz? 
- Przecież wiesz, że nie obchodzi mnie zdanie innych - Słychać było grzmot a po chwili błysnęła błyskawica.
- Wiem, lecz kiedyś, jak będziesz głową klanu, to właśnie ci ludzie będą się Ciebie słuchać. Jesteś silna, poradzisz sobie beze mnie. Nie jestem Ci już potrzebny.
- To nie prawda!! - Krzyknęłam - Zawsze będę Cię potrzebować. - Dodałam ciszej. Naruto zbliżył się i podniósł mój podbródek. Spojrzał na mnie z czułością, której nigdy u niego nie widziałam. Przytulił mnie. Staliśmy tak kilka minut, wtuleni w siebie, wiedząc, że to nasze ostatnie chwile razem. Wiem, że byłam samolubna. Że lepiej żeby odszedł. Powinnam pozwolić mu odejść, lecz nie potrafiłam.

Odsunął się na pół metra i wypowiedział te słowa. "Kocham Cię". A potem mnie pocałował. Nie był to jakiś namiętny pocałunek, ale i tak poczułam go w każdym zakamarku ciała i duszy. Jakby przeze mnie przenikał i zostawiał cząstkę siebie w zamian zabierając moją część. Zrobił trzy kroki do tyłu. Był tak blisko przepaści. Tak blisko śmierci. Tak blisko. Strach opanował moje ruchy. Nie mogłam nic zrobić. 
- Pamiętaj o mnie. Kocham Cię - Ostatnie wyszeptane słowa i rzucenie się w ciemność. W tym momencie otrzeźwiałam i skoczyłam, chcąc złapać znikającą rękę. Za późno. Spadł i nie zrobiłam nic by temu zapobiec.


Zaczęło kropić, a ja stałam z głową uniesioną ku górze, prosząc bogów by mi go oddali. Spływające łzy mieszały się z kroplami deszczu. Przez głowę pędziły myśli i wspomnienia.

Mogłam mieć wtedy może pięć lat. Wracałam z treningu z ojcem. Znów mi się nie udało, widziałam to na jego twarzy. Lepiej by było dla klanu, gdybym się nie urodziła, a ja nie dość, że istnieję to jeszcze chcę zostać shinobi. Nie wierzą we mnie. Jedyną przyjazną osobą była moja mama, która zmarła niestety pół roku temu przy porodzie mojej siostry. Na jej wspomnienie poczułam, że wilgotnieją mi oczy. Szybko otarłam je rękawem, nie mogłam pozwolić by ktoś mnie zobaczył w tym stanie. Szłam główną ulicą, jednak po chwili odbiłam w jedną z bocznych.

Chciałam przejść się po parku, ponieważ mnie uspokajał. Szum liści, w których bawił się wiatr, śpiew ptaków i ta cisza. Nie zdarzało się często, bym mogła tam iść, ale dzisiaj skończyłam wcześniej. Radziłam sobie gorzej niż dotychczas i ojciec odesłał mnie, mówiąc, że niczego się nie nauczę. Miałam wrócić dzisiaj do domu, nie obchodziło go o której. Po prostu miałam być. Był chłodny, nigdy nie powiedział, że mnie kocha. Czasami odnosiłam wrażenie, że dla niego nie istnieję.

Pogrążona w rozmyślaniach nie zauważyłam bandy starszych ode mnie chłopców. Wpadłam na jednego z nich, odbiliśmy się od siebie i oboje upadliśmy na ścieżkę. Po minie chłopaka wiedziałam, że to nie skończy się dobrze. Szybko wstałam i przepraszając chciałam iść dalej, jednak oni utworzyli dookoła mnie krąg, nie chcąc przepuścić. 
Odwróciłam się w drugą stronę, lecz i tam napotkałam wściekłe spojrzenia. Podszedł do mnie jeden z nich. To był ten na którego wpadłam. Pchnął na ziemię i stanął nade mną. 
- Nie nauczono Cię szacunku do starszych? 
- P-przepraszam. Nie chciałam na Ciebie wpaść - Wyszeptałam
- Co? Nie dosłyszałem. - Nachylił się i chwycił moje włosy, szarpiąc do góry. Bolało. Łzy napłynęły mi do oczu.
- Zostaw ją - Odezwał się spokojny głos. Poderwałam głowę do góry, chcąc ujrzeć jego właściciela. Nie zdołałam, ponieważ chłopak, który mnie trzymał rzucił mną o ziemię. Zakrztusiłam się własną krwią, gdy poczułam uderzenie w brzuch.
- Taaak? A niby czemu miałbym to zrobić, co? - Prychnął. Teraz miałam okazję mu się przyjrzeć. Mógł mieć może dziewięć lat. Czarne oczy przepełnione nienawiścią i dziwne, długie, czerwone włosy. 
- Bo ją to boli - Stwierdziła tajemnicza postać
- Phhh. Lepiej stąd uciekaj potworze! Nikt Cię tutaj nie chce! - Zaczął się śmiać, dołączyli do niego inni chłopcy. 
- Po prostu ją puść. 
Mój prześladowca rozszerzył oczy ze strachu, lecz uspokoił się i uśmiechnął kpiąco. 
- I co zrobisz z tym nożem? Nas jest więcej - Był zbyt pewny siebie.
- Nie ilość świadczy o sile. 
- Tym razem Ci darujemy potworze, ale kiedyś Cie dorwiemy! - Poczułam, że uścisk na moich włosach słabnie, aż wreszcie całkiem zniknął. Usłyszałam tupot stóp i zaległa cisza. 
Ciągle jeszcze leżałam, gdy ktoś dotknął delikatnie mojej ręki. Podniosłam wzrok.
- Zrobili Ci coś złego? - Spytał chłopczyk w moim wieku. Miał niesamowicie niebieskie oczy i dziwne blizny na policzkach. Zaprzeczyłam ruchem głowy, na co nieznajomy szeroko się uśmiechnął. W tym uśmiechu zakochałam się w jako pierwszym.
- To dobrze. Nazywam się Naruto. Naruto Uzumaki Namikaze. Miło mi Cię poznać. 
- J-Jestem Hinata Hyuga - Zająknęłam się.
- A wiec Hinato. Może dasz się zaprosić na ramen? 


Nasze pierwsze spotkanie. Czemu to tak się musiało skończyć? Jak ja sobie bez niego poradzę? Czy da się żyć, kiedy nie ma dla kogo? Po chwili wymierzyłam sobie mentalnego policzka. Przypomniałam sobie jego ostatnie słowa "Jesteś silna. Kocham Cię". Czy mogłam zignorować jego ostatnie życzenie? Przyrzekłam sobie wtedy, że będę żyła. Dla siebie. Dla nich.
- Dla Ciebie - Szepnęłam i odwróciłam się od jego grobu.
Po śmierci uczciłam go jak należało. Nie wszyscy się ze mną zgadzali, lecz nie mogli polemizować. Wracał często w miejsce, gdzie się ostatni raz widzieliśmy. Nigdy nie zapomniałam. Mój anioł zawsze nade mną czuwa. Wierzę w to.





sobota, 24 stycznia 2015

Przesądy

Człowiek od wieków wierzył w czarownice, przesądy, bogów i pecha. Z czasem wiara ta zaczęła zanikać. W XXI wieku, już nikt nie mówi, że widział wróżkę. Żyjemy w erze komputerów, techniki i wiadomości elektronicznych. W minutę wiemy co dzieje się tysiąc kilometrów dalej, znamy nowe trendy, które zostały dopiero co pokazane, i rozmawiamy ze znajomymi będącymi w innym mieście czy kraju. Słuchamy muzyki z odtwarzaczy tak małych, że mogłyby równie dobrze być cukierkiem. Byliśmy na Księżycu i nadal odkrywamy kosmos. Wierzymy w internet. Nie boimy się czarownic, ponieważ mamy o wiele gorszą broń niż czary. Jeśli komuś przetnie drogę czarny kot, ten robi mu zdjęcie i wstawia na różne portale, z podpisem "Ale on słodki". Krytykujemy ludzi znęcających się nad zwierzętami, bądź ludźmi, ale co robimy by temu zapobiec? Nic. Piszemy pod postem komentarze typu "Człowieka trzeba zamknąć", "On jest chory!" albo "Jak go spotkam, to zatłukę". Czy naprawdę?... Nie oszukujmy się. Większość z nas przeszłaby obok niego nic nie mówiąc, a co dopiero próbując uderzyć.
Za pech uważamy, kiedy złamiemy ulubioną parę szpilek, spali się nam obiad lub szef przyłapie nas na wylegiwaniu się. NIE chcemy wierzyć w istnienie sił wyższych, ponieważ się boimy. Boimy się być gorsi, boimy się być poniżani. Boimy się, że ktoś ma nad nami władzę większą, niż cokolwiek,większą niż ktokolwiek.
Przesądy typu "Przejście pod drabiną" uważamy za zabawne i używamy ich w żartach, z sarkazmem lub w kłótni. Nikt nie przestraszy się już Hanibala z Kartaginy, albo Frankensteina, wielkiego zielonego pana z gwoździem w głowie. Niszczymy sobie psychikę, nerwy i mózg horrorami 70 razy straszniejszymi, głupszymi i mniej ciekawymi niż Baśnie Braci Grimm. Lękamy się własnego cienia. Oraz tego co w nim ukryte.
Co zrobiłby teraz policjant, gdyby podszedł do niego mężczyzna, ubrany w ubrudzone rzeczy, ze śmierdzącym oddechem i przekrwionymi oczami, po czym powiedziałby mu, że przez dwanaście dni i nocy, więziła go straszna Baba Jaga, która chciała go utuczyć i zjeść. Na szczęście, udało mu się uciec, ale goni go czarny kot nasłany przez Babę Jagę, który ma wielkie zębiska i chce go nimi rozszarpać, a na jego grzbiecie siedzi sama śmierć z kosą w ręku... Chyba wszyscy wiemy jakby się to skończyło dla mężczyzn.
Tak więc, czy powinniśmy wierzyć w przesądy, bogów. Czy one cokolwiek znaczą w naszym życiu? W moim osobiście nie, ale to od was zależy czy dacie im szanse, czy raczej potraktujecie jak śmiecia i przejdziecie obok nawet na nie nie patrząc. Ja mogę wam jedynie powiedzieć co o nich myślę. 
Nie bójmy się nowych rzeczy lub jak w tym przypadku starych, ponieważ one mogą nam pokazać całkiem inne oblicze życia.

''Czy żałuję... Nie''

Zawsze kiedy przypominam sobie nasze pierwsze spotkanie po latach, żałuję, że nie odwróciłem się wtedy na pięcie i nie odszedłem. Ale, czy naprawdę? Może tak sobie tylko wmawiam. Czy, jeśli miałbym szanse powrotu do tej chwili, postąpiłbym inaczej? 

-------------------------------------------

Zobaczyłem ją stojącą w deszczu. Nieruchomo trwała z głową uniesioną ku niebu. Krople deszczu spływające po jej policzkach, rozmazywały makijaż, lecz, mimo wszystko ona nadal była piękna.
Ze swoimi brązowymi lokami, okalającymi twarz, orzechowymi oczami i w czarnej sukience, wyglądała jak upadły anioł.

Wolno opuściła głowę i spojrzała prosto w moje oczy. Brąz przeciwko metalowi.
Już wtedy wiedziałem, że moje serce będzie należało do niej. Szkoda tylko, że nie wiedziałem, jak ona je potraktuje.

Przez chwilę toczyliśmy jakiś niewypowiedziany dialog, po czym ona uśmiechnęła się delikatnie i odeszła w mrok. Poruszała się z wdziękiem. Przypominała mi drapieżcę, który ściga zwierzynę dużo mniejszą od niego, z przekonaniem, że to on wygra. Jej pewność siebie mnie intrygowała.
Nie pobiegłem za nią.
To kłóciło się z moim wizerunkiem aroganckiego, bogatego i przystojnego Malfoy'a. Co prawda, krew mnie już nie interesowała, to jednak w interesach byłem bezwzględny, a Granger miała firmę konkurencyjną.
Miałem przeczucie, że wpadniemy na siebie jeszcze nie raz.

-------------------------------------------

Spotkaliśmy się kilka dni później w klubie.
Ona otoczona wianuszkiem mężczyzn śliniących się przy każdym jej ruchu.
Ja rozmawiający lub filtrujący z kobietami.

Cóż za ironia losu...
Najwięksi wrogowie w czasach Hogwartu, teraz oboje byliśmy dyrektorami największych firm w Anglii. Dopiero niedawno uświadomiłem sobie jak wiele mamy ze sobą wspólnego.
Oboje straciliśmy rodziców na wojnie. Oboje nosiliśmy te same maski, których nigdy nie zdejmowaliśmy. Byliśmy wspaniałymi aktorami, pnącymi się po szczeblach kariery. No i oczywiście oboje niezwykle inteligentni.
Tak podobni...

Przez pół nocy tańczyłem z nieznajomymi, lecz myślami ciągle wracałem do niej. W pewnym momencie zauważyłem że spławiła kilku adoratorów i usiadła przy barze. Przecisnąłem się przez tłum tańczących, podszedłem do niej i przysiadłem się. W ciszy sączyliśmy drinki podane nam przez barmana. Potem ona wstała, złapała mnie za rękę i pociągnęła na parkiet.
Rano obudziłem się w jej mieszkaniu. 

-------------------------------------------

Rozejrzałem się po pokoju, w którym spałem. Sypialnia była urządzona w kolorach czerwieni i brązu. Po chwili ją zobaczyłem. Spała na kanapie obok. Oboje byliśmy ubrani we wczorajszą odzież. Wstałem i okryłem ją kocem. Następnie zrobiłem śniadanie i zostawiłem obok karteczkę z zaproszeniem na kolację, dziś wieczór.



Deportowałem się do swojego mieszkania.

Przez miesiąc spotykaliśmy się prawie codziennie. Często lądowaliśmy w łóżku. Nie chodziliśmy ze sobą. Oboje tego potrzebowaliśmy. Nie znałem jej z tej strony, która według mnie, była lepsza. 

-------------------------------------------

Po jakimś czasie otrzymałem wiadomość, że wszystkie moje i mojej firmy brudy zostały ujawnione. Nie straciłem wielu pieniędzy, ale firma przestała na długi czas istnieć. 
Wraz ze zniknięciem firmy zniknęła ona.
Szybko połączyłem fakty. 
Gdzieś tam chyba zawsze wiedziałem, że to ona. Potrzebowała mnie tylko do zdobycia informacji, których mogła użyć do zniszczenia swojego konkurenta, czyli mnie. Nie całkiem jej się to udało, ale coś zrobiła. A ja jej o wszystkim mówiłem. 

Wiecie co jest zabawne? 
Jak tak teraz pomyślę to ja na serio nie żałuję. 
No bo w końcu, jestem Draco Malfoy.
A Malfoy'owie nie przegrywają. 

-------------------------------------------